artykuły o filmach

Ten potrzebny przerost formy nad treścią!

Siedzę cały czas w domu, ciesząc się z możliwości pracy zdalnej i tylko badam codziennie wzrokiem swoje mieszkanie, zastanawiając się, czym je jeszcze upiększyć. Oglądam filmy, odhaczam kolejne tytuły na Letterboxd i irytuję się, kiedy sąsiadujące ze sobą plakaty nie komponują się kolorystycznie. Często stoję przed dylematem czy dołączyć do recenzji oficjalny kadr, czy jakiś inny obrazek, który akurat przypada mi bardziej do gustu. Nie ukrywam, że wyszukuję „ładne” filmy do oglądania.

Uwielbiam przerost formy nad treścią, w większości przypadków przynajmniej, jeśli tylko to wynosi przeciętny film na wyższy poziom. Innym razem jest też zupełnie odwrotnie i przeciętna strona wizualna ciągnie dla mnie film lub dramę w dół… Czy kiedy odniesie się sukces w obu tych elementach, stanie się kolejnym Park Chan Wookiem lub Bong Joon Ho?

Obejrzałam ostatnio kilka japońskich filmów tylko i wyłącznie ze względu na na doznania audiowizualne… Krwawy Miike Takashi („First Love”), neonowy Ninomiya Ken („Chiwawa”), pop-artowa Ninagawa Mika („Diner”), dynamiczny Nakashima Tetsuya („It Comes”) i komiksowy One Hitoshi („A Boy Who Wished to be Okuda Tamio And A Girl Who Drove All Men Crazy”) – ich ostatnie filmy nie są ich najlepszymi, ale mimo to wspomnienia i obrazy zawisły mi w pamięci. Przy okazji jak zwykle powróciło wiecznie pytanie: a co z Koreą?

Z ładnych rzeczy moim gulity pleasure stało się oglądanie dram, w które palce maczała PD Yoo Young Eun. Przejęła u mnie tę pałeczkę po PD Kim Yong Soo, tak więc wciąż zacieram łapki na pełnoprawną mini-serię, którą mogłaby wyreżyserować dla KBSu, ale na razie nie dają jej tej szansy. Czy posiadanie charakterystycznego stylu oraz preferowanie określonych rozwiązań technicznych paradoksalnie ogranicza możliwości kariery w koreańskiej telewizji? Może chodzi o to, żeby było szybko, w miarę tanio i żeby nie odwracało uwagi od fabuły i aktorów…

Już dawno doszłam do wniosku, że powierzchowne piękno jest najlepszą reklamą, a przynajmniej skutecznie przyciąga oko, co musieli odkryć ci wszyscy projektanci plakatów do koreańskich filmów niezależnych, które często nie przystają do „brzydkiego” realizmu, ale cóż, nie mogę się nie napatrzeć… Czy nie rozbudzają zainteresowania? Czy nie napawają nadzieją, że być może gdzieś się te magiczne ujęcia odnajdzie w samym filmie?

Tyle tych retorycznych pytań, a tak naprawdę wnioski z tego wszystkiego mam zwięzłe – koreańscy twórcy horrorów dużo częściej mogliby być kreatywniejsi w swoim mise-en-scène. Uważam, że jest to gatunek, który najbardziej by na tym skorzystał, patrząc na to, co stworzyli Jorden Peele lub Ari Aster… A skoro znalezienie dobrej fabuły horroru graniczy prawie z cudem, to niech przynajmniej będzie „ładny”!

0 komentarzy dotyczących “Ten potrzebny przerost formy nad treścią!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: