recenzje filmów

The King’s Letters

Znane też jako: Our Country’s Language, Naratmalssami, 나랏말싸미

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: dramat historyczny

Reżyseria: Jo Chul Hyun

Premiera: 2019

Obsada: Song Kang Ho, Park Hae Il, Jeon Mi Sun, Tang Jun Sang, Geum Sae Rok, Cha Rae Hyung, Yoon Jung Il, Lim Sung Jae, Kim Jun Han

 

Nawet taki gigant kina jak Song Kang Ho doznaje porażek i kiedy zdawało się, że tylko lata 2011-2012 były dla niego czarną dziurą w karierze z powodu „Hindsight” i „Howling”, teraz pojawiło się „The King’s Letters”. Film ten oczywiście zniknął w cieniu niewyobrażalnego sukcesu „Parasite” z tego samego roku, więc pewnie ludzie nie będą o nim już wcale mówić, lecz swego czasu nie dość, że wtopił w koreańskim box office, mając premierę w letnim sezonie ogórkowym jako jeden z „pewniaków”, to jeszcze posypała się na niego niewyobrażalna krytyka dotycząca przeinaczania historii.

Song Kang Ho w całej swojej glorii odgrywa postać króla Sejonga, jednego z najświetniejszych władców dynastii Joseon, który zrewolucjonizował kraj na wiele sposobów. „The King’s Letters” skupia się akurat na tym najsłynniejszym dokonaniu czyli stworzenia koreańskiego alfabetu hangeul, który został proklamowany w 1496 roku. Joseon będące w XV wieku pod silnym wpływem królestwa Ming posługiwało się do tej pory chińskimi znakami oraz chińskimi konceptami, które nie zawsze można było dosłownie przełożyć na koreańskie realia… Jednakże wszelkie odstępstwa od nich wiązały się z silną opozycją ministrów, gdyż po pierwsze, wielkie marzenia Sejonga o stworzeniu prostego alfabetu, którego mógłby się nauczyć nawet plebs, zaburzyłoby hierarchię społeczną, w której piśmienna szlachta właśnie dzięki temu należała do wyższej klasy. Po drugie, odrzucenie chińskich wpływów mogłoby narazić na kraj na wojnę w królestwem Ming, której nie spodziewano się wygrać.

„The King’s Letters” reklamuje się jako film o nieznanej, „alternatywnej” historii powstania hangeula, w której to buddyjscy mnisi odegrali ważną rolę. Park Hae Il wciela się w postać utalentowanego językowo Shin Mi, który dowodzi ekipie mnichów i urzędników Sejonga pracujących nad stworzeniem nowego alfabetu na bazie innych fonetycznych systemów, takich jak sanskryt. Projekt oczywiście jest pół-tajny, aby nie wywołać sporów politycznych, jednakże koreańscy widzowie nie przyjęli takiej wersji historii, mimo że mówi się, że „to tylko film”. Niestety „The King’s Letters” nie posiada żadnych innych większych zalet, które sprawiłyby, że można by przymknąć na to oko i cieszyć się spektaklem… Debiutujący reżyser/scenarzysta Jo Chul Hyun powziął spore ryzyko, chcąc ambitnie nakręcić film na „nudny” temat, ale już wyłączając kwestię problematycznego scenariusza, nie wykazał dla mnie większego talentu reżyserskiego.

„The King’s Letters” jest filmem, który kompletnie nie przystaje do rozmiaru ambicji swojego twórcy, będąc bardzo skromną, pewnie nieco nudną dla językoznawczych laików produkcją, która nie jest żadnym porywającym dramatem władzy, do których można było się przyzwyczaić. Rzeczy po prostu się dzieją. W iście „koreańskim” stylu film ten miesza lżejsze sceny z codziennego życia z dramatem historycznym, ale brakowało mi w nim płynności. Przede wszystkim praca bohaterów nad alfabetem była po prostu serią prób i błędów, gdzie po każdym ktoś w (bardzo naiwny sposób) wpadał nagle na genialne rozwiązanie, które posuwało badania do przodu. Sejong natomiast tylko sprawdzał wyniki i się cieszył – może dlatego tak to zmierziło koreańskich widzów, że w tym filmie hangeul wydaje się być prawie w całości dziełem fikcyjnego mnicha?

Uważam, że reżyser źle ustawił sobie, co powinno być w centrum uwagi jego filmu. Historyczne realia stają się w „The King’s Letters” zaskakująco mało znaczącym tłem, natomiast główny spór dotyczy w nim tak naprawdę sporu między tępionym wówczas buddyzmem, a konfucjanizmem, co w większym obrazie jest po prostu mało znaczące, zważywszy na to, ile rzeczywiście król Sejong musiał się siłować z własnym rządem, aby wprowadzić rewolucyjne zmiany dla oduzależnienia Joseon od wpływów Ming… Takie właśnie staje się „The King’s Letters” – nic nieznaczącym więcej filmem kostiumowym z dwoma wielkimi aktorami, którzy tym razem nie zachwycają.

1 komentarz dotyczący “The King’s Letters

  1. Arkadiusz

    Zapomniałaś dodać Miico, że w tym filmie po raz ostatni wystąpiła Jeon Mi-seon, myśle, że przez to ten film nie zostanie nigdy zapomniany…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: