recenzje filmów

Bloody Reunion

Znane też jako: To Sir With Love, Teacher’s Mercy, My Teacher, Seuseungui Eunhye, 스승의 은혜

Na podstawie: pomysł oryginalny

Gatunek: horror

Reżyseria: Lim Dae Woong

Premiera: 2006

Obsada: Oh Mi Hee, Seo Young Hee, Yeo Hyun Soo, Lee Ji Hyun, Park Hyo Jun, Lee Dong Kyu, Yoo Seol Ah, Jang Sung Won, Kim Eung Soo

 

Zawsze gdzieś tam z tyłu głowy mam, że wypadałoby nadrobić koreańskie horrory… Nigdy nie były na mojej liście priorytetów, ale kiedy już wystarczająco się oswoiłam z tym gatunkiem, aby nabierać na niego ochoty, filmy wybieram z grubsza impulsywnie. Nie myślałam wcześniej, że wypadnie teraz akurat na „Bloody Reunion”, skoro widziałam w zeszłym roku dwa inne slashery, które dały mi wystarczające pojęcie o tym podgatunku w Korei – „The Record” (2000) i „Bloody Beach” (2000).

Film ten podchodzi w inny sposób do motywu krwawej sieczki niż swoi poprzednicy i cieszy się wystarczającym uznaniem w filmowych kręgach, aby stać się całkiem niezłym seansem, choć oczywiście nie jest to kino wysokich lotów, kiedy mamy do czynienia z odrobiną gore i paroma scenami, które mogłyby rozwinąć je w torture porn. Nie potrafiłam jednak odgadnąć intencji debiutującego wówczas reżysera Lim Dae Woonga, który co prawda wyrobił się z czasem w gatunku za pomocą swojego udziału w pierwszej antologii „Horror Stories” (2012) oraz „House of the Disappeared” (2017), ale tutaj jego film jest bardzo nierówny i to głównie na poziomie technicznym. Odniosłam wrażenie, jakby albo zabrakło utalentowanego montażysty, albo to reżyser podjął wraz z operatorem taką dziwną decyzję, aby „budować” napięcie podczas dialogów gwałtownymi ruchami odsuwania i przysuwania się kamery, co wygląda po prostu jak szukanie fokusa, zamiast pociąć ujęcia. Przynajmniej sceny przemocy stoją na wysokim poziomie – już nie pamiętam, kiedy ostatnio wzdrygałam się i musiałam odwracać wzrok…

Mi Ja (Seo Young Hee) opiekująca się schorowaną Panią Park (Oh Mi Hee), która była jej nauczycielką, postanawia zorganizować zjazd i zaprosić do jej domu jej byłych studentów, których nie widziała od kilkunastu lat, ale to spotkanie kończy się masowym morderstwem, które bada detektyw Ma (Kim Eung Soo). Okazuje się, że każdy z zaproszonych nienawidził swojej nauczycielki, która skrzywdziła ich w najróżniejszy sposób, wystawiając na publiczne ośmieszenie – znęcała się nad Se Ho (Yeo Hyun Soo) i Eun Young (Yoo Seol Ah) za bycie biednymi, molestowała Myung Ho (Lee Dong Kyu), doprowadziła swoimi karami do dożywotniej kontuzji Dal Bonga (Park Hyo Jun), a wyśmiewana za nadwagę Sun Hee (Lee Ji Hyun) stała się uzależniona od operacji plastycznych. Pojawia się również Jung Won (Jang Sung Won), bardzo nieśmiały chłopak, który całkowicie zniknął ze szkoły po incydencie, kiedy narobił w klasie w gacie, a tego samego dnia jego matka uległa wypadkowi… Dlaczego więc to właśnie ta cała grupa ludzi zostaje ofiarami makabrycznych tortur, kiedy każdy z nich z łatwością mógłby zabić sparaliżowaną, starszą kobietę?

Pierwsza część filmu jest przewidywalna, ale mimo to ogląda się ją z zainteresowaniem. W posiadłości Pani Park nad malowniczym morzem grasuje zabójca w masce królika, którym musi być albo jej zdeformowany syn Young Min, nad którym dzieci znęcały się w przeszłości, albo niepasujący do reszty grupy Jung Won; w tej kwestii nie ma żadnych niespodzianek. Zaskakujące jest natomiast okrucieństwo pokazane na ekranie, gdyż „Bloody Reunion” nie jest tylko slasherem o kolejnym psychopacie z nożem wybijającym po kolei bohaterów na odludziu – w piwnicy domu wyprawiają się takie tortury paru osób, że stoi to w ogromnym, wręcz niewytłumaczalnym kontraście do wspomnianym przeze mnie wcześniej słabym poziomie realizacji wprowadzenia filmu. Nagle rozbryzgi krwi dodają kreatywności twórcom!

Na koniec chowany jest oczywiście wielki zwrot akcji, który każe zrewidować wszystkie dotychczasowe wydarzenia, co odróżnia właśnie „Bloody Reunion” od innych slasherów. Finałem nie jest ostateczna potyczka z mordercą, ale bardzo dramatyczna, osobista konfrontacja z Panią Park, co znacznie poszerza spektrum tego filmu oraz wpisuje się w koreańskie tendencje do przełamywania gatunków. Raczej nie będzie mi to spędzało snu z powiek jako coś powalającego, ale kiedy wspominam sobie „Bloody Reunion”, raczej nie mogę powiedzieć, że jest to kiczowaty, tani horror. Niskobudżetowy z pewnością, ale nie popada w mimowolną śmieszność, kiedy zainwestowano tyle w jego stronę emocjonalną.

0 komentarzy dotyczących “Bloody Reunion

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: