artykuły o filmach

Koreańskie filmy w kontekście. Część IX: (zmarnowany?) potencjał gatunku science-fiction

Minęły ponad dwa lata od ostatniej części tej serii tekstów, ale muszę przyznać, że nosiłam się z tematem science-fiction nawet dłużej… Osobiście jest to jeden z moich ulubionych gatunków filmowych, choć niestety na koreańskim gruncie (jak dotychczas) na próżno szukać jego dobrych przykładów. Ciekawe jest jednak to, jak bardzo zmieniła się moja perspektywa, odkąd tylko zakiełkować mi pomysł na ten tekst… Nie będę już pisać tylko i wyłącznie negatywnie o zachłyśnięciu się na początku millenium nowymi technologicznymi możliwościami, bo właśnie w tym momencie stoimy przed nowym rozdziałem tej historii. O nadchodzących produkcjach będzie na końcu.

Musiałabym chyba rozpocząć od standardowej w wielu kontekstach mantry o tym, jak postępująca komercjalizacja i systematyzacja koreańskiego sektora filmowego w latach 90. otworzyła tamtejsze kino na większy wachlarz gatunków, szczególnie skoro do głosu doszło zupełnie nowe pokolenie scenarzystów i reżyserów wychowanych na zachodnim kinie… Jednakże brak sukcesu koreańskiego science-fiction na przestrzeni lat, jak i paru innych konkretnych gatunków, jest naprawdę zaskakujący…

Początek lat dwutysięcznych upłynął pod znakiem gwałtownego rozwoju koreańskich ekwiwalentów blockbusterów, po dekadzie aż nagminnego zapożyczania materiałów ze Wschodu i Zachodzie, co wpłynęło właśnie na kulturową hybrydowość koreańskiego kina i jego tendencję do mieszania elementów typowych dla różnych gatunków. Rekordy budżetu były bite na przestrzeni zaledwie miesięcy, tak więc bańka musiała nieuchronnie pęknąć, kiedy ta dość „obca” dla większości koreańskich widzów widowiskowość oraz „hollywodzkość” po prostu do nich nie przemówiła. Najsłynniejszym przykładem będzie tutaj klapa sensacyjnego blockbustera sci-fi „Resurrection of the Little Match Girl” (2002), który w dość niechlubny sposób zabił dalszą karierę reżysera Jang Sun Woo. Była to jego pierwsza próba z tak wielkim budżetem i niestety spektakularnie wtopił masę pieniędzy, tworząc podróbkę „Matriksa”, choć obecnie film ten stał się oczywiście kultowy w wąskich kręgach wielbicieli kina klasy B.

Lim Eun Kyung w „Resurrection of the Little Match Girl” (2002)

Wspomniany wyżej film jest uznawany za jeden z najgorszych w historii przez grono internautów niemających najwyraźniej poczucia humoru… Osobiście uważam, że ten niechlubny tytuł należy się „Dream of a Warrior” (2001) będącym niepojętą mieszanką sztuk walki, pseudo-sci-fi i średniowiecznych dekoracji w innym wymiarze. Kolejne tytuły, takie jak „2009: Lost Memories” (2002), „Yesterday” (2002) lub „Natural City” (2003) już bardziej odnosiły się do wizualnych wzorców rodem z zachodnich filmów science-fiction, jednakże to pasmo komercyjnych porażek na długi czas zraziło koreańskich producentów do inwestowania w nowe rozrywki dla millenialsów.

Co interesujące, koreańskie science-fiction przeżyło dzięki bardziej niezależnym produkcjom, które wykorzystywały zaledwie elementy tego gatunku w większym obrazie całości. W kultowej czarnej komedii/horrorze „Save the Green Planet!” (2003) główny bohater grany przez Shin Ha Kyuna wierzył, że porwał kosmitę, natomiast dramat „Nabi” (2001) wykorzystywał dystopijne tło, w którym kwaśne deszcze są śmiertelnie niebezpieczne dla ludzi. Mimo to gatunek sci-fi stał się kompletnie nieprzekonujący dla koreańskich inwestorów i producentów – praca nad omnibusowym „Doomsday Book”, składającym się z trzech nowel, rozpoczęła się już w 2006, ale film ujrzał światło dziennie dopiero w 2012, kiedy produkcja części Han Jae Rima całkowicie się rozsypała, a reżyser jednej z pozostałych, Lim Pil Sung, nakręcił trzecią, inną nowelę dla uzupełnienia całości.

rozważania nad sztuczną inteligencją w „Doomsday Book” (2012)

Klapa finansowa tych kilku blockbusterów na początku lat dwutysięcznych okazała się mieć długotrwały wpływ na koreańskie kino, lecz wyłączając tę kwestię, powinno się zadać raczej pytanie, dlaczego w ogóle filmy science-fiction nie załapały wtedy? Dlaczego lokalne produkcje nie osiągnęły sukcesu, kiedy z jednej strony hollywodzkie blockbustery z lat 90. były wielce popularne również w Korei, a z drugiej mamy Japonię i jej monster movies?

Winy można szukać w braku lokalnej tradycji – science-fiction, które pojawiło się pod koniec XX wieku w Korei, uznaje się za gatunek obcy dla tego kraju, zapożyczony. Co więcej, niezwykle ciekawe jest jego inne postrzeganie przez Koreańczyków… Science-fiction zyskało popularność w industrialnych społecznościach, które spoglądały w przyszłość, natomiast targane w XX wieku różnymi traumami narodowymi społeczeństwo koreańskie uznaje się za zapatrzone w przeszłość, dla którego ważne są rzeczywistość, fakty historyczne oraz ewentualnie możliwe, alternatywne biegi wydarzeń aniżeli science fantasy. Dlatego właśnie sci-fi w wykonaniu koreańskim przeważnie nie jest naukowo prawdopodobnym obrazem świata przyszłości, ale podchodzono się do niego w „luźniejszy” sposób, korzystając z futurystycznych bajerów i będąc inspirowanym japońską mangą uznawaną za rzecz „młodzieżową”.

W międzyczasie sukces odniosły koreańskie monster movies, takie jak kultowe „The Host” (2006) Bong Joon Ho lub dużo gorsze, niemniej hitowe „D-War” (2007) w reżyserii Shim Hyung Rae. Po wielu latach stworzono również podwaliny dla koreańskiego wydania filmów katastroficznych, jednakże science-fiction jako takie, a tym bardziej hard sci-fi, wciąż jest wielkim ryzykiem dla koreańskich producentów obliczających potencjalny sukces ich produkcji według tabelek i wzorów… Po ponad dekadzie pojawiły się nieśmiałe próby wskrzeszenia tego gatunku, inspirowane popularnością w lokalnym box office takich amerykańskich blockbusterów, jak „Grawitacja” (2013, reż. Alfonso Cuarón), „Interstellar” (2014, reż. Christopher Nolan) lub „Marsjanin” (2015, reż. Ridley Scott), ale bez większego sukcesu, patrząc na „AM 11:00” (2013) lub „Lucid Dream” (2017)

Song Kang Ho w filmie „The Host” (2006)

Dlatego tym bardziej zaskakujący jest fakt, iż po tym wszystkim ni stąd ni zowąd zapowiedzianych jest kilka koreańskich filmów o wyprawach kosmicznych, co jest jak dotychczas kompletnie niezbadanym motywem w tamtejszym kinie. Poziom koreańskich efektów specjalnych wzrósł drastycznie dzięki rozwojowi Dexter Studios oraz ich pracy m.in. nad franczyzą fantasy „Along With The Gods” (2017-2018), katastroficznym „Ashfall” (2019) lub chińskim blockbusterem sci-fi „Wandering Earth” (2019), ale wciąż sama zachwycająca strona wizualna nie może zagwarantować sukcesu, jeśli widz nie poczuje emocjonalnego połączenia, o czym przekonali się twórcy „Illang: The Wolf Brigade” (2018).

Jeśli chodzi o te wspomniane zapowiedzi, latem tego roku prawdopodobnie światło dzienne ujrzy space opera „Space Sweepers” (reż. Jo Sung Hee). Słynny twórca hitów Yoon Je Gyun („Tidal Wave”, „Ode to My Father”) miał nakręcić „Return” z Hwang Jung Minem i Kim Hye Soo o próbie uratowania ludzi, którzy utknęli na stacji kosmicznej, ale słuch o tej produkcji zaginął i wszyscy troje mają już zapowiedziane inne projekty. Jung Woo Sung postanowił wyprodukować adaptację krótkometrażowego filmu „The Silent Sea”, ale projekt rozrósł się do mini-serii Netfliksa. Jest jeszcze rozchwytywany Kim Yong Hwa, który ma w planach kolejne sequele „Along With The Gods”, ale wspominano również o możliwości dramatu sci-fi „The Moon”…

Obecnie nie jestem przekonana, aby choćby połowa takich zapowiedzi mogła potencjalnie spotkać się z komercyjnym sukcesem, zważywszy na znowu puchnące budżety tych produkcji, ale być może tym razem wejdzie w grę jakaś koprodukcja? W sumie tak najbardziej obawiam się powierzchownego podejścia do gatunku science-fiction, zapożyczającego tylko jego cool wyglądające elementy bez zrozumienia go… Czy to nie paradoks, że koreańskie kino potrafi doprowadzić do narodzenia się fantastycznych postaci, ale z budowaniem filmowego świata jest już gorzej?

Powiązane recenzje:

2009: Lost Memories (2002)
AM 11:00
(2013)
Doomsday Book
(2012)
Dream of a Warrior (2001)
Illang: The Wolf Brigade (2018)
Lucid Dream (2017)
Nabi (2001)
Natural City (2003)
Resurrection of the Little Match Girl (2003)
Save the Green Planet! (2003)
Yesterday (2002)

Źródła wykorzystane w tekście:

  • Cultural Hybridity in the Contemporary Korean Popular Culture through the Practice of Genre Transformation, aut. Kyunghee Kim
  • Huh Nam-woong, Now in Space? Korean Cinema Goes Into Space, „Korean Cinema Today Vol. 33”, luty 2019, s. 30-31

_____________________________

Koreańskie filmy w kontekście.

Poprzednie części:

Część I: komedie romantyczne na początku millenium
Część II: caper i heist movies
Część III: sageuki erotyczne
Część IV: panteon współczesnych reżyserów
Część V: (puste?) patriotyczne filmy
Część VI: kobiety
Część VII: filmy sportowe i ich nieunikniony kicz
Część VIII: kamienie milowe w historii koreańskiego kina

1 komentarz dotyczący “Koreańskie filmy w kontekście. Część IX: (zmarnowany?) potencjał gatunku science-fiction

  1. Anonim

    Ciekawy artykuł.
    Resurrection of the Little Match Girl obejrzę na pewno. Sprawdzimy o co ten hałas :)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: