Netflix OCN recenzje dram

Bad Guys: Vile City

Znane też jako: Bad Guys: City of Evil, Bad Guys 2, Nabbeun Nyeoseokdeul: Agui Dosi, 나쁜 녀석들: 악의 도시

Na podstawie: koreańskiej dramy „Bad Guys” (OCN 2014)

Gatunek: dramat, thriller, kryminalny

Ilość odcinków: 16 x 70 min.

Premiera: 2017-2018

Obsada: Park Joong Hun, Joo Jin Mo, Yang Ik Joon, Kim Moo Yeol, Ji Soo, Kim Hong Pa, Song Young Chang, Joo Jin Mo, Choi Gwi Hwa, Kim Yoo Seok, Jo Sun Joo, Jung Seok Won, Han Jae Young, Kim Min Jae, Park Soo Young, Jang Shin Young, Jung Ha Dam

 

Powstały 3 lata po przełomowym „Bad Guys” spin-off ma zaskakująco niewiele wspólnego z oryginałem, dlatego nie ma większego sensu ich zestawiać ze sobą i porównywać lub patrzeć na moje oceny obu i decydować po nich, że „Bad Guys: Vile City” jest „gorsze”… Jest po prostu inne. Nie wywołało we mnie tego samego zachwytu, ponieważ obecnie nie będzie już przełomowym serialem odcinającym się na tle reszty i nie dostarcza takiej samej, eskapistycznej rozrywki – jest właśnie boleśnie sprowadzone do rzeczywistości… Może w niektórych aspektach rozbuchanej, niemniej ponurej i przygnębiającej.

Nowa ekipa do zadań specjalnych

Scenarzysta Han Jung Hun mógł z łatwością stworzyć po prostu nową ekipę kryminalistów do walki z kryminalistami, w myśl zasady „więcej i lepiej”, ale interesujące jest to, że właściwie wszystko w „Bad Guys: Vile City” stoi w kontraście do oryginalnego „Bad Guys”… Odniosłam wrażenie, jakby po wielkich stawkach i filmowych anty-bohaterach ścigających się do celu, postanowił pokazać, jak „w rzeczywistości” wyglądają bad guys… Całe ich miasto.

W fikcyjnym Seowon, które jest również miejscem akcji „38 Task Force” (OCN 2016) tego samego scenarzysty, biznesmen Jo Young Guk (Kim Hong Pa) całkowicie zmonopolizował przemysł, dając zatrudnienie większości ludzi w mieście. Bogaci się bogacą, a biedni tym bardziej cierpią w porzuconych przez deweloperów dzielnicach, które stają się gettami. Miastem rządzą nietykalni gangsterzy, a wszystkie warstwy organów rządowych są przeżarte korupcją… Prokurator No Jin Pyung (Kim Moo Yeol), który zostaje tam przeniesiony, wkracza w zupełnie nowy dla siebie świat, w którym nie ma takiej władzy, jak dotychczas, a nikt się kwapi, żeby powiedzieć mu cokolwiek.

Jego motorem napędowym jest chęć złapania mordercy swojego sunbae z poprzedniego miejsca pracy, który z pewnością zginął na rozkaz Jo Young Guka, ale klasyczne egzekwowanie prawa nie zdaje egzaminu w Seowon… Prokurator Woo Je Moon (Park Joong Hun) postanawia go dorwać za wszelką cenę, używając tych samych metod, co on, a więc często wdając się w masowe bijatyki z jego pachołkami, co oburza No Jin Pyunga. Wydaje się jednak, że nie ma innej metody… Je Moon zbiera ekipę z półświatka mającą różne koneksje – byłego gangstera Heo Il Hoo (Joo Jin Mo), brutalnego policjanta Jang Sung Chula (Yang Ik Joon) oraz byłego skazańca Han Kang Joo (Ji Soo). Okazuje się jednak, że misja dorwania w końcu nietykalnego Jo Young Guka jest tak naprawdę jednym z wielu narzędzi w walce o władzę w mieście między gangsterami, politykami i prokuraturą, gdzie układ sił zmienia się przez cały czas.

Druga strona medalu

„Bad Guys: Vile City” nie jest już proceduralnym, epizodycznym serialem, w którym ekipa anty-bohaterów wykonuje różne misje, skacząc sobie przy tym do gardeł, niczym w hollywoodzkim filmie „Suicide Squad”… Efektowny thriller został sprowadzony do przygnębiającego dramatu kryminalnego, w którym częste chwile bezsilności są zręcznie podkreślane, zupełnie jakby to był melodramat. Zamiast „super-villainów” – nadludzko silnego oprycha, płatnego zabójcy z całym arsenałem umiejętności oraz genialnego psychopaty – mamy po prostu bohaterów z szarej strefy moralności, którzy dołączają do Woo Je Moona z różnych osobistych pobudek. To nie jest skoordynowana, przemyślana akcja, ale często przypadkowe pokrywanie się celów. Przy tym wszystkim akcja, z której słynęła oryginalna drama, tutaj zostaje sprowadzona do masowych, bezpośrednich starć. Niczym zwierzęta.

Pomyślałam sobie, że w gruncie rzeczy to dominujące poczucie bezsilności oraz wszędobylska korupcja przypominają „Asura: The City of Madness” (2016), które również przedstawiało właściwie całe miasto jako czarny charakter o wielu mackach. „Bad Guys: Vile City” nie przekracza co prawda granicy filmowej przesady, co ten film lub właśnie oryginalne „Bad Guys”, ale przez to nie jest dramą, która dostarczałyby dużo rozrywki per se. Sceny akcji są z pewnością ekscytujące, a świetna ścieżka dźwiękowa znakomicie podkreśla klimat, ale całość potrafi być po prostu przytłaczająca. Scenariusz napędzany jest fabułą, a nie swoimi postaciami, dlatego obiektywnie rzecz biorąc, jego kompleksowość jest imponująca, jednakże na subiektywnym poziomie nie znalazłam tu żadnego bohatera, którego losem naprawdę bym się przejęła. Bezustanne próby przechytrzenia systemu oraz przemoc w końcu stały się otępiające.

„Bad Guys: Vile City” to ambitna drama, która próbuje nakreślić wielki obraz, ale kosztem swoich głównych bohaterów, moim zdaniem. Ogólnie wszystko stoi tu na wysokim poziomie – reżyseria, realizacja, muzyka (pierwszy raz, kiedy usłyszałam głos Kim Ximyi, był sporym szokiem – XXX na soundtracku do dramy?!), wielowątkowość scenariusza, aktorstwo (gwiazda kina lat 90. Park Joong Hun wrócił do telewizyjnego medium po prawie dwudziestu pięciu latach…). Zabrakło jednak „tego czegoś”, co rozbudzałoby niepohamowaną chęć na więcej – spotkałam się z dużą ilością przypadków, w których wyrażono pozytywną opinię o „Bad Guys: Vile City”, ale odpuszczono sobie obejrzenie go do końca… W ogóle zastanawiające jest to, jak wszystkie tytuły z franczyzy się różnią – pierwsze „Bad Guys” wyznaczyło nowy standard koreańskich thrillerów sensacyjnych w formie telewizyjnej, ta drama nieco zatraca swoją „popcornowość” na rzecz ambicji, jednak filmowy spin-off, „Bad Guys: Reign of Chaos” (2019), stara się to odrobić z nawiązką, stając się aż śmieszne.

Ocena:

Fabuła – 8/10

Kwestie techniczne – 9/10

Aktorstwo – 9/10

Wartość rozrywki – 7/10

Średnia – 8,25/10

1 komentarz dotyczący “Bad Guys: Vile City

  1. chalbarczyk

    I ja się zgadzam, że porównywanie ze sobą „części” nie ma sensu, chociaż właśnie Vile City podobała mi się najbardziej. Sceny walk są tak sugestywne, że aż fascynujące w swoim złym, chorym sensie. Bohaterowie są częścią, żeby nie powiedzieć trybikami, w skorumpowanym i ponurym mieście, które stało się dla nich, ale też dla widza takim mikrokosmosem.
    Jestem naprawdę pod wrażeniem reżyserskiej spójności w wykreowaniu tego świata.
    Jest jeden minus – Kim Moo Yeol ginie zaraz na początku, a ponieważ pałam do niego bezwarunkowym zachwytem, to nie mogę tego reżyserowi wybaczyć.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: