Dramatyczny rozwój i (rzekoma) oda do młodości – podsumowanie „High School Rapper 3”

Brak komentarzy

Wreszcie po trzecim sezonie (dopiero) postanowiłam napisać coś o „High School Rapper”… Jestem fanką koreańskich programów survivalowych, nieważne jak bardzo nie wydawałyby mi się infantylne (patrz: „Produce 101”) lub „przereżyserowane”. Doszłam jednak w tym momencie do wniosku, że chyba bardziej lubię oglądać te dzieciaki, które próbują „flexować”, ale jeszcze za bardzo nie mają czym, niż raperów w „Show Me The Money”, którzy dają się złapać tej survivalowej dramie Mnetu…

PRZYPADŁOŚĆ KOLEJNEGO SEZONU

„High School Rapper” jest takim „Show Me The Money” dla nastolatków – programem muzyczno-survivalowym, w którym uczestnicy w wieku licealnym podobnie rywalizują ze sobą, najpierw aby dostać się pod skrzydła ulubionego teamu producentów, a potem już na scenie, aż do finału wyłaniającego jednego zwycięzcę, który otrzymuje nagrodę pieniężną oraz możliwość oficjalnego wydania albumu. Pamiętam jak początkowo przyjęłam wiadomość o powstaniu takiego variety show z ironią, ponieważ w Korei rapowali już w telewizji amatorzy z profesjonalistami, histeryczne kobiety, a nawet „babcie”, ale koniec końców okazało się, że „High School Rapper” wzbudza we mnie ciut bardziej pozytywne emocje niż „Show Me The Money”, a już na pewno „Unpretty Rapstar”. Może dlatego, że nie wypada robić zbyt wielkiej dramy z wrażliwych nastolatków…?

Przechodząc od razu do trzeciego sezonu, trzeba na początku zaznaczyć, że miał się zmierzyć z wielkimi oczekiwaniami… Podobnie kiedy w swoim trzecim sezonie „Show Me The Money” stało się prawdziwie ogólnokrajowym fenomenem, lecz w niestety w czwartym sięgnęło dna w rywalizacji między raperami-idolami a „prawdziwymi” raperami, drugi sezon „High School Rapper” rozpoczął się początkowo rywalizacją dwóch modnych crew – Dickids i Kiff Clan – aby na koniec wszyscy ulegli urokowi pacyfistycznego Haona, murowanego kandydata do zwycięstwa od pierwszego odcinka. Dlatego właśnie wydaje mi się, że po trzecim sezonie tego programu spodziewano się głównie „zdrowej” rywalizacji, ale przede wszystkim wyłonienia kolejnego indywiduum, które zawojowałoby tak samo serca nastolatek, jak i hip-hopowych sunbae.

Poniekąd zaskakująco pierwotne plany Mnetu nie wypaliły, ale szybko dostosowano montaż oraz posterowano publicznym sentymentem w stronę underdogs… tylko jakby nie patrzeć, Haon też był w sumie takim niedocenianym dzieciakiem, póki tylko po raz pierwszy nie otworzył ust w cypherze…

PRAWIE JAK „SHOW ME THE MONEY”, ALE Z MNIEJSZĄ POWAGĄ

Zacznijmy jednak od teamów producentów, którzy wzięli na swoje barki ciężar „wychowywania dzieci”. Tym razem obsada programu była wyjątkowo mocna, a przy tym „modna” – z jednej strony z wielką chęcią obejrzałabym Kid Milli w nadchodzącym ósmym sezonie „Show Me The Money” jako producenta, szczególnie że może zachęciłoby go to do częstszego komponowania bitów, czego trochę zaprzestał, ale pewnie od razu pojawiłyby się głosy, że nie ma dostatecznego doświadczenia ani pozycji w tym biznesie, aby potencjalnie oceniać dużo starszych od niego raperów. Tutaj jednak połączył siły wraz z Giriboyem, aby móc do woli wygłupiać się z dzieciakami, co było równie zabawne jak seria „GRBoyz” od Dingo Freestyle na YouTubie.

Dzięki nim powstała silna konkurencja dla duetu producenckiego GroovyRoom, który w zeszłym sezonie „High School Rapper” był najbardziej rozchwytywany. Myślę, że to też kwestia pewnego takiego ogólnego poczucia dumy – super-płodny Giriboy skradł im właśnie miano najgorętszego koreańskiego producenta hip-hopowego w zeszłym roku. Nie można jednak zignorować faktu, iż to właśnie GroovyRoom wychowali poprzedniego zwycięzcę programu, Haona…

…co jednak, kiedy do stawki dołączy kolejny super-mocny i super-modny team The Quietta, „ojca chrzestnego koreańskiego hip-hopu” i Code Kunsta, którzy obaj byli rywalizującymi ze sobą producentami w „Show Me The Money 7”? Giriboy, GroovyRoom i Code Kunst to prawdziwa trójca k-hip-hopu w 2018 roku, aż sama nie wiedziałabym kogo wybrać.

Zawsze jeszcze zostaje na pierwszy rzut oka najmniej popularny team, na co długo cierpiał Deepflow, ale tym razem ten „zaszczyt” spłynął na 2/3 Rhythm Power – Hangzoo i Boi B. Jednakże nie można było ich tak od razu skreślić, gdyż zajmowali swoją własną niszę nieco bardziej „tradycyjnego” hip-hopu w porównaniu do reszty drużyn, a przy tym wciąż byli w stanie znaleźć elektroniczny bit.

Poza tym, jakby na to nie patrzeć, doprowadzili w zeszłym roku Webstera B do drugiego miejsca w programie, a także stworzyli jeden z najbardziej zapadających w pamięć hitów, Asian Drum:

TO TYLKO DZIECI…

Spodziewałam się zatem historycznych występów oraz kolejnych hitów na koreańskich listach przebojów, chociaż, zaskakująco jak dla mnie, nie byliśmy świadkami powstania kolejnego Bar Code, które zdominowałoby je. Ten sezon „High School Rapper” nie doczekał się ogólnokrajowych hitów na miarę tamtej piosenki lub Good Day z „SMTM7”, chociaż w pierwszej pięćdziesiątce listy Melon wciąż znajduje się Snow wykonywane przez Kang Hyun Juna (Lil Tachi) i Kim Ho Jina (Hotchkiss) – co zabawne, piosenka, z którą przegrali pojedynek duetów, ale za to teraz zarabiają najwięcej:

Doszłam do takiego wniosku, oglądając trzeci sezon „High School Rapper”, że zarówno widzowie, jak i producenci zostali postawieni przed trudnym dylematem… Z jednej strony wynika z tego jedna z największych krytyk skierowanych wobec tego programu – tak naprawdę nieważne w nim jest, jak dobrzy w rapowaniu są jego uczestnicy, bo liczą się charakterystyczne osobistości. W końcu to nie konkurs talentów, a variety show, co nie? Ale jednocześnie też program do wyławiania nowych raperów… Jak wiadomo, sława zwycięzcy szybko się ulatnia, przypominając sobie na przykład tych z poprzednich edycji „SMTM”, dlatego na co komu tak naprawdę korona Mnetu, kiedy można zgarnąć kontrakt z jakąś wytwórnią, jak Webster B (Vismajor) lub Jo Won Woo (Hi-Lite Records)?

Wracając jednak do sedna, „High School Rapper 3” cierpiało na problem czy pchać do przodu tych najbardziej „kolorowych” dzieciaków, czy tych „dobrze rapujących”. Zauważyłam też dylemat samych teamów producenckich, którzy czasem traktowali swoich podopiecznych trochę zbyt protekcjonalnie – czy dawać im „pozytywne” piosenki na miarę licealistów, czy modne bity, którymi sami by nie pogardzili? Czy traktować ich jak dzieci, którymi przecież są, czy jednak jak równych sobie artystów, którzy mają nie mniejszy fandom?

SOKODOMO KONTRA RESZTA ŚWIATA

Rozwiązania tych problemów nie znaleziono, ale sytuacja tak jakoś sama się wykrystalizowała (chyba że to jednak ukryty geniusz Mnetu i jakiś bardziej pokręcony scenariusz…). Dać uczestnikom zbyt eksperymentalny materiał, a wbrew pozorom nie przełoży się to na sukces pośród innych głosujących na nich nastolatków, chociaż paradoksalnie zdobędą serca starszych widzów. Jakby nie patrzeć, „High School Rapper” jest prawie tak samo popularne w swojej docelowej grupie wiekowej, jak i wyższej, wśród dwudziestolatków, a biorąc mnie samą za przykład, po programie nie sięgam ponownie po te radosne piosenki, które naprawdę oddziaływały dopiero wraz z tą całą otoczką wizualną i klimatem wokół nich, ale po te „mniej popularne” utwory:

Do tego specjalne miejsce w moim serduszku znalazł sobie trap, może dlatego, że Kang Hyun Jun był naprawdę stały w swoim guście i stylu:

Widać jednak, jak bardzo się tym razem przejechali GroovyRoom… Podawali swoim podopiecznym najbardziej skomplikowane, wielowarstwowe podkłady muzyczne, których, szczerze mówiąc, spodziewałam się po teamie Giriboya i Kid Milli jeszcze przed premierą tego programu (no bo house kojarzy się głównie z „Ai, The Playlist”, co nie?), a zwycięzcą i tak był Code Kunst, który od czasów „SMTM7” po prostu robi ciągle swoje, bez popadania w wygórowane ambicje.

Zresztą można pisać całe teorie spiskowe dotyczące Yang Seung Ho (sokodomo) i GroovyRoom. Od pierwszego odcinka był to murowany kandydat do zwycięstwa, a jak stwierdził sam Haon, sekretem jego sukcesu jest właśnie dobre pierwsze wrażenie, które utrzymał do końca.

Pierwsze dwa etapy eliminacyjne wygrał bez problemu, rozbawiając mnie przy tym do łez (a do tego rapując na bicie, w którym z łatwością mogłabym wyobrazić sobie Kid Milli)…

…ale w internecie wyrosła afera, kiedy okazało się, że w pierwszy oficjalnym występie na scenie, duecie z Oh Dong Hwanem (Untell), producenci Mnetu wycięli w montażu jego pomyłki, a kiedy chłopcy przegrali pojedynek i ktoś musiał pożegnać się z programem, był to właśnie ten mniej popularniejszy, choć „lepszy”.

Drama ta ciągnęła się do samego końca, a Yang Seung Ho z dnia na dzień stał się z murowanego zwycięzcy wrogiem publicznym, trochę jak Mino lata temu w „SMTM4”. Obecnie mam mieszane uczucia, bo szkoda mi chłopaka, ale z drugiej strony byłam też zmęczona taką przewidywalnością, pomimo zręcznego montażu, który tworzył trochę napięcia, ale potem i tak w gruncie rzeczy wszystko kończyło się bez niespodzianek… Tak było z Young B w „HSR1” i Haonem w „HSR2”. W tym sezonie postanowiono jednak wypuścić takiego Basicka na Mino i trzecia edycja „High School Rapper” należała do underdogs, których było tyle, że trudno było wybrać ulubionego. Pewnie kwestia gustu, patrząc na tę menażerię postaci:

artystę Kwon Young Huna (TANGTHEAWESOME),

(stereotypowego) hipstera z Hongdae, Kang Min Soo (Aquinas),

chłopa ze wsi Lee Jin Woo ($iga A),

czy nowego księcia trapu, wspomnianego Kang Hyun Juna (Lil Tachi).

„High School Rapper 3” pomimo nieuchronnego zmęczenia materiału jest jednak historyczne pod tym względem, że tę edycję wygrała dziewczyna, Lee Young Ji, która zaczęła rapować na kilka miesięcy przed programem. Kobiety raczej nie mają szans w takich programach, chyba że właśnie zaskakują swoim brakiem „kobiecości” jak Asol, która dotąd zaszła najdalej jako część teamu Tigera JK i Bizzy’ego w „SMTM6”. Lubimy jednak, kiedy w serialach nieoczekiwani bohaterowie kradną show, prawda?

Lee Young Ji bez żadnych wpadek została poprowadzona przez The Quietta i Code Kunsta prosto na szczyt, zdobywając przy tym więcej fanek niż niejeden oppar, chociaż nie potrafię sobie wyobrazić jej przyszłości teraz poza uczestnictwem w innych variety shows, bo jest zabawniejsza niż wiele gagwomen. Być może to przez to, że wymienieni przeze mnie powyżej chłopcy mają już ustalony styl muzyczny i są gotowi do wydania albumu kiedykolwiek, natomiast Young Ji to wciąż taka carte blanche

Nastolatki mają jednak swoją nową idolkę, a chyba o to właśnie chodzi? „High School Rapper” jest programem o nastoletnich marzeniach, a to, że ja, stara krowa, oglądam to z ekscytacją, to już inna inszość. Przez pierwszy odcinek ledwo przeszłam, gdyż nie mogłam wytrzymać z zażenowania, patrząc, jak te wszystkie dzieciaki chwaliły się rzuceniem szkoły i robieniem „muzyki”, ale później było już dużo lepiej. Wyjątkowo ten sezon nie żerował na dramatach rodzinnych, za to pozostawił po sobie kolorowe wspomnienie oraz catchphrase 코쿤 코쿤했다 – w tłumaczeniu „CoKun (czyli Code Kunst)  zcokunował” tzn. znowu wyskoczył z niesamowitym bitem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.